niedziela, 5 maja 2013

Carmageddon na Androida już w piątek

Im człowiek starszy tym częściej myśli o młodych dziewczynach wraca pamięcią do klasyków. Jedni znowu (lub pierwszy raz) czytają bryk Lalki, inni wyciągają ze śmietnika Pegasusa i tną w Contrę. Ja należę do tych drugich, bo słabo czytam.

Za małolata uwielbiałem mordować. Zagrywaliśmy się z kolegą w Postala. O dziwo, żaden z nas nie wyrósł na psychola i pewnie nie jesteśmy notowani (chyba, że o czymś nie wiem). Po Postalu (albo równolegle) był Carmageddon. Takie lepsze Destruction Derby. No to rozwalaliśmy miasta, i przejeżdżaliśmy przechodniów (o dziwo, żaden z nas nie wsiada teraz do samochodu i nocami nie udaje Maxa Damage'a).

teraz taki napis wyświetla mi się tylko po alkoholu

Klasyczny Carmageddon wraca jako gra na Androida. I teraz ważne info: będzie dostępny za free przez jeden dzień - 10 maja (później obowiązywać będzie wersja płatna). Jeśli spożywacie za dużo narkotyków lub słabo radzicie sobie z kalendarzem, można się zalogować na oficjalnej stronie gry i dostaniecie powiadomienie o downloadzie. Przyszły weekend zapowiada się bardzo krwawo.

sobota, 4 maja 2013

MCA where have you been?

Na rynku muzycznym gości ostatnio smutek. Ostatnie depesze prasowe mówią o tym, że znaleziono Justina Biebera żywego w jego apartamencie. Such a mess. Miała w tym miejscu być rzewna notka o MCA, bo dziś mija pierwsza rocznica jego śmierci. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, jego odejście przygnębiło mnie najbardziej. Rok minął, koniec smutku.


Jeden z pierwszych rapowych winyli w mojej kolekcji to To the 5 boroughs. Cholernie drogi, ale co tam... rewelacyjny artwork, proste bity, przepełnione miłością do NY teksty. Kompletne dzieło. Dające nadzieję, bo An open letter to NYC oczyszcza z traumy po 9/11. Nawet nie szukaj takich tekstów w Polsce.

Jedna z pierwszych rapowych kaset w moim walkmanie to Licensed to Ill, przegrana od kolegi, który wkręcił mnie w RATM i Dog Eat Dog. Nic z tej kasety nie zostało, remaster leży dumnie na półce.

Drugie skojarzenie z kultowym Scratchem (poza piwnicą, w której grzebie Shadow, whoa), to:


Oraz najczęściej oglądane przeze mnie video na yt, znam prawie na pamięć:


Od wczoraj jeden z parków w Nowym Jorku nosi imię Adama Yaucha. Piękna chwila, niezależnie od tego, czy włodarze zrobili to dla kilku słupków czy z obowiązku wobec rodziny i fanów. 

czwartek, 2 maja 2013

Krzyż dla połowy Kriss Kross

Lata dziewięćdziesiąte, a przynajmniej ich początek, kojarzą mi się głównie z siedzeniem przed telewizorem i oglądaniem niemieckiej Vivy. Pewnie działo się coś jeszcze, ale pamiętam głównie to. Już wiedziałem co to jest rap, bo kasety Public Enemy krążyły po osiedlu. Poza tym na rotacji byli Cypress Hill, Nas, Luniz, Ini Kamoze i Kriss Kross. Ci ostatni, produkt wykreowany na zasadzie Lil Bow Wow'a, reprezentowali dziecięcy rap (bardzo głupia nazwa), wsparty nowatorskim trendem noszenia ubrań tył do przodu. Jak pokazała historia - nie przyjęła się ani moda ani Kriss Kross. Jak przystało na rasowych one hit wonders, zostawili po sobie banger (ale jaki) - Jump.



Dziś rano świat obiegła tragiczna wiadomość: połowa duetu Kriss Kross - Chris Kelly - zawinął się na tamten świat. Przyczyny nie są jeszcze znane, ale mówi się o przedawkowaniu narkotyków.