piątek, 19 kwietnia 2013

Ban za psy

Przez myśl by mi nie przeszło, żeby pisać o wesolutkim artyście ukrywającym się pod znajomym pseudonimem Pikej PSY. Okej (Pikej?), jest królem internetu, okej, nagrał piosenkę o wartości Ona tańczy dla mnie, okej, ma branie wśród niewiast z klas 1-3. Bolesna sprawa.

Są jednak media, które źle życzą współczesnym Chopinom i robią wszystko, żeby utrudnić im dotarcie do swoich najwierniejszych fanów. Południowokoreańska KBS (taka nasza TVP) zbanowała najnowszy hit pana psa i miała ku temu wyraźny powód. W teledysku łobuz kopie w stożek parkingowy (jak to k*rwa nazwać po polsku?), czyli niszczy urządzenie pożytku publicznego. Hańba! Skandal! Przedstawiciele stacji tłumaczą, że to normalne i zdrowe zachowanie, gdyż klip narusza standardy mediów publicznych.



Bardzo dobrze, że są jeszcze gdzieś na świecie media dbające o moralność młodych ludzi. Nic nie można niszczyć, bo wyrosną z Was takie Tylery albo coś.

czwartek, 18 kwietnia 2013

A co jeśli...

Powiem krótko: jest źle. Jesteśmy zgubieni. Nie pomoże nam dzielny wódz Aleksander, co lufom się nie kłania ani buntowniczy Janusz buszujący w trawie. Nasza cywilizacja się kończy, czas pakować walizki.

a co jeśli zostało nam tylko 1000 lat życia?

Jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie Wiesław Binienda Stephen Hawking podczas swojego wystąpienia w LA przekonywał, że ludzkość będzie zgubiona jeśli w przeciągu 1000 lat nie wynajdzie sposobu na opuszczenie Ziemi.

We must continue to go into space for humanity. If you understand how the universe operates, you control it in a way (...) we won't survive another 1,000 years without escaping our fragile planet.

W historii świata 1000 lat to jednocześnie dużo i mało. Biorąc pod uwagę ile zajęła nam wycieczka na Księżyc (o ile nie była to największa mistyfikacja czasów zimnej wojny) można czuć przerażenie. Z drugiej strony skok technologiczny w ciągu ostatnich 20 lat jest niebywały. Jednak żaden polityk w tej chwili nie będzie przygotowywał planów ekspansji kosmosu w perspektywie 1000 lat. NASA obcina dotacje na badania (kryzys), Pikej sprzedaje mieszkanie (street credit).

Można też zręcznie ominąć ten fakt medialny (smutny Błaszczak), który odwraca nasze głowy od naprawdę ważnych problemów (wesoły Błaszczak), ucinając: Hawking g*wno wie, bo nie wierzy w Boga.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Robak kima

Całe szczęście że nie pracuję w służbach specjalnych. Cieszę się z dwóch powodów: nie muszę pozować przy walizce kasy bez koszulki i przejmować się ludźmi. Jest taka kategoria osób publicznych, które mówią wszystko. Media chętnie je zapraszają, cytują, rozkmniniają przez pół roku kontrowersyjne tezy, badają skuteczność i takie tam. Ja z uporem maniaka powtarzam, że to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy. I pozostaję przed telewizorem w majtach i japonkach. Ci ze służb mają gorzej, muszą to analizować, bo jeśli jednak coś się wydarzy - będą na dywaniku. Czerwoną plamą.

My mamy Lecha Wałęsę - USA ma Dennisa Rodmana. Tak, legendarny The Worm również był prezydentem i obalił komunizm. Cytując ulubione powiedzenie otyłych przez sport do kalectwa, dlatego też należy spojrzeć na Rodmana ze współczuciem. Nikt nie był w stanie go przekonać, że przychodzenie na swój ślub w sukience jest przypałowe i nikt nie wytłumaczy mu, że Kim Jong Un nie śpiewa Gangnam Style. Trudno, musimy z tym żyć.



Ostatnio Robaczek pochwalił się, że wraca do swojego kumpla:

I’m going back August 1. We have no plans really, as far as what we’re going to do over there, but we’ll just hang and have some fun!
Kolejny raz: musimy z tym żyć. Po ostatniej podróży do Milusińskiego Kima, Rodman opowiadał m.in. o polityce miłości i ZSRR:

The Russians were way out there, and they were acting on their threats. (Un) just wants to be loved. He just wants to sit down and talk. That’s all.
Tak na dobrą sprawę, to każdy z nas wie co to znaczy być nieakceptowanym przez resztę. Kim jest mały, gruby i brzydki. Nie ma łatwo. A chce być kochany. Jeśli jednak nie uzyska nowych znajomych na fejsie - wszystko rozp*erdoli. Nie dlatego że jest zły lub opętany złudną ideologią. To wszystko ze smuteczku. Z pomocą przyjdzie mu ex gwiazda koszykówki, równie kochana co znienawidzona. Teraz obaj podążą na tęczy ku oceanom szczęśliwości. Tak w skrócie wygląda strategia ocieplania wizerunku Kima.

Jeden z konserwatywnych blogerów z Salonu24 podesłał mi tajemniczą notatkę, która mówi o tym, że Rodman zapomniał, że zdjęcia do filmu Ryzykanci skończyły się ponad 15 lat temu i wierzy, że nadal jest tajnym agentem, który działa na zlecenie prezydenta USA. Pytany w kuluarach czy poradzi sobie bez Van Damme'a, odpowiedział:

Death has always had a prominent place in my mind. There are times when I think somebody might kill me.